Grupa naTemat
Obywatelski

Pieniądze na innowacje: jak nie wyrzucić ich w błoto. Wywiad z Katarzyną Walczyk-Matuszyk

archiwum prywatne
O tym, że zaufanie i umiejętność współpracy są warunkami pobudzenia innowacyjności z Katarzyną Walczyk-Matuszyk, prezes Stowarzyszenia Top500 Innovators, rozmawia Dorota Goliszewska.

W rankingu 1000 najbardziej innowacyjnych firm w Europie pierwsza polska firma zajmuje 627. pozycję. To katastrofa…


A mnie to nie dziwi, bo potwierdzają to inne rankingi, jak Innovation Union Scoreboard, który publikuje co roku Unia Europejska. Tam nasz kraj plasuje się na 27. miejscu. Tylko trochę wyżej oceniane są nasze uniwersytety. W zestawieniu najlepszych szkół wyższych pierwsza uczelnia z Polski znajduje się dopiero w czwartej setce. Zbieżność tych niskich notowań nie jest przypadkowa. Innowacje nie powstają w próżni. Światowe potęgi innowacyjności, jak Dolina Krzemowa czy Sillicon Fen (Oksford-Cambridge), są zlokalizowane wokół silnych ośrodków naukowych, gdzie jest dostęp do wysokiej klasy specjalistów. Skoro w Polsce nie mamy zaplecza w postaci potężnych centrów myśli naukowej, to i z innowacyjnością jest nie najlepiej.


To chyba nie jedyna przyczyna tego stanu rzeczy.


Do pewnego momentu rozwój naszej gospodarki bazował na przewagach kosztowych. Mimo że ten czas mamy już za sobą, nie do końca przestawiliśmy nasze myślenie na nowe tory. A dziś motorem wzrostu może być tylko innowacyjność. Wiele do życzenia pozostawia system wspierania innowacji w Polsce. Finansowane są głównie ze środków publicznych i w przeciwieństwie do krajów zachodnich zbyt mały udział w ich tworzeniu ma kapitał prywatny. Zawodzą też rozwiązania instytucjonalne. Powstało na przykład bardzo wiele inkubatorów, ale nie przełożyło się to na jakość projektów, które wsparły.

Analizowałam inny ranking, który dotyczył liderów innowacji w Polsce. Byłam zaskoczona, że mamy ich aż siedmiuset do czasu, kiedy spróbowałam nawiązać z nimi kontakt. Okazało się, że 1/3 z tych firm już nie istnieje: przejadły unijne pieniądze i zniknęły z rynku. Jak uchronić się przed powtórką takiego scenariusza?

Granty, czyli finansowanie publiczne, często sprzyja powstawaniu firm ad hoc, „pod projekt”. Firma trwa do momentu, do którego dostaje granty. Niestety, w Polsce nie stawialiśmy popularnego na Zachodzie wymogu, że firma, która otrzymuje publiczne wsparcie, powinna istnieć co najmniej już od kilku lat, oraz, że projekt przez nią realizowany musi być rzeczywiście wpisany w strategię jej rozwoju. Ale takie wymagania obowiązują już w ponadnarodowym programie Horyzont 2020. To pozwoli przeciwdziałać sytuacji, w której firma dostaje 100-procentowy grant, realizuje projekt i się zamyka.

Podobno wraz z nową perspektywą finansową 2014-2020 skończy się rozdawanie pieniędzy…

W programie Horyzont 2020 oprócz dotacji pojawiają się także instrumenty zwrotne, preferencyjne pożyczki dla przedsiębiorców, uniwersytetów czy centrów badawczych. Natomiast jeśli chodzi o fundusze strukturalne, w tym Program Operacyjny Inteligentny Rozwój, znów – z tego, co wiem - stawiamy na granty.

Czyli znowu część pieniędzy zostanie zmarnowana? Dlaczego nie wyciągamy wniosków z porażek?

To nie do końca jest prawda. Jeśli nawet opornie uczymy się na błędach, to jednak podpatrujemy innych. Stowarzyszanie Top 500 Innovators, któremu przewodniczę, w ramach współpracy z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaproponowało kilka rozwiązań bazujących na doświadczeniach amerykańskich.
Zaproponowaliśmy na przykład uruchomienie projektu doktoratów przemysłowych, w ramach których kształcono by doktorów-specjalistów w konkretnych dziedzinach technologicznych. To powinno pomóc stworzyć masę krytyczną dla rozwoju polskich innowacji. Przekonywaliśmy, że pracownicy ośrodków transferu technologii powinni wizytować najlepsze tego typu placówki na świecie i poznawać dobre praktyki. Twórcy start-upów powinni mieć możliwość wyjazdu np. do Doliny Krzemowej, zdobycia doświadczenia i po powrocie rozwijania już tu swojej działalność. Nasze doświadczenia pokazują, że ci, którzy uczyli się od najlepszych, nie zmarnują powierzonych im środków.

Kto powinien uruchamiać proces tworzenia innowacji – naukowiec czy przedsiębiorca?

Do tej pory to naukowiec dyktował warunki przemysłowi. Teraz, na przykład w Horyzoncie 2020, to przemysł ma definiować współpracę z nauką. Ja jestem za współpracą w ramach konsorcjów naukowo-przemysłowych. Trzeba jednak pamiętać, że to przedsiębiorcy są bliżej rynku. Oni wiedzą, czego potrzebują konsumenci i co zrobić, by produkt się sprzedał.
Wielu młodych przedsiębiorców narzeka, że nie mogą rozwinąć skrzydeł, gdyż nie mają kapitału. Czy rzeczywiście tylko w pieniądzach leży problem?
Znowu wrócę do doświadczeń amerykańskich. W Dolinie Krzemowej podstawą działania jest networking. Pozwala poszerzyć sieć kontaktów, dotrzeć do osób, które potencjalnie mogą wesprzeć nasze rozwiązania, pomaga w poszukiwaniu inwestorów, partnerów, klientów i w rozpoznaniu konkurencji. Nie powinniśmy bać się wychodzić do ludzi i rozmawiać z nimi o naszych biznesowych pomysłach.

A charakterystyczny dla nas lęk przed innymi…

On wynika z braku zaufania, uwarunkowanego historycznie. Jak pokazują badania, nieufność wbudowana jest w naszą tożsamość. Ale nie można się na nią godzić. Trzeba za wszelką cenę się otworzyć, zaufać innym, zacząć współpracować w zespołach, bo tylko w ten sposób pokonamy bariery wzrostu, które tkwią w nas samych. Dziś wszystko zaczyna się od człowieka.

Rozmawiała Dorota Goliszewska

Serdecznie zapraszamy na IX Kongres Obywatelski, podczas którego będziemy rozwijać wątki poruszane przez naszych rozmówców - już 25 października 2014 r. na Politechnice Warszawskiej. Wstęp wolny. Więcej informacji na www.kongresobywatelski.pl

***

Katarzyna Walczyk-Matuszyk - Koordynator ds. Innowacji w KPK PB UE oraz Prezes Stowarzyszenia Top 500 Innovators. Na co dzień działa na rzecz współpracy nauki z biznesem w Horyzoncie 2020, a także specjalizuje się w zarządzaniu międzynarodowymi projektami innowacyjnymi. Prywatnie uwielbia podróże oraz poznawanie nowych kultur i kuchni.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj