Grupa naTemat
Obywatelski

Porzućmy kompleksy. Rozmowa z Olgą Malinkiewicz

Olga Malinkiewicz
Olga Malinkiewicz materiały prasowe Saule Technologies
Otrzymujemy CV z całego świata, fantastyczni ludzie są gotowi w jeden dzień spakować walizki i przylecieć do Wrocławia. Czyż nie jest to dowód na to, że nauka może i powinna być polskim znakiem rozpoznawczym na świecie? – pyta Olga Malinkiewicz, prekursorka elastycznych ogniw słonecznych opartych na perowskicie, autorka jednego z najważniejszych światowych odkryć ostatnich lat.

O perowskitach mówią dziś wszyscy, jest Pani największą nadzieją polskiej nauki i gospodarki od czasów grafenu. Jak się Pani czuje z tą odpowiedzialnością?


Bardzo się cieszę się, że udało nam się uruchomić nasz projekt w Polsce. Chciałabym, żeby nasze doświadczenie ośmieliło innych młodych naukowców, by nie tracili wiary w siebie, swój talent, swoje projekty. Proszę uwierzyć – nie ma w tym krzty hipokryzji – że wśród moich koleżanek i kolegów z czasów szkoły jest wiele osób o znacznie większym potencjale od mojego, ale większość z nich nie ma dziś nic wspólnego z fizyką. Pracują w bankach, firmach informatycznych. Nie deprecjonuję tych zawodów, jest mi po prostu przykro, że polska edukacja nie umiała zatrzymać i oszlifować tych diamentów.

Studiowała Pani i prowadziła badania w Hiszpanii. Rzeczywiście dzieli nas przepaść?

Nie lubię krytykanctwa, wolę szukać sposobów niż wymówek, że się nie da, a najlepiej – świadczyć własnym przykładem. Dlatego chcemy, by nasza firma była wzorem kultury kreatywności i partnerstwa, gdzie nie ma znaczenia wiek, płeć, liczba dzieci.
Niezmiernie cieszą mnie wszelkie inicjatywy, takie jak Kongres Obywatelski, które owocują dobrymi pomysłami na zmianę w edukacji. Bo potrzebujemy tej zmiany jak nigdy wcześniej. Przecież jesteśmy tacy sami jak Amerykanie, a z jakichś względów to tam wynalazki powstają seryjnie, u nas przebijają się zaledwie jednostkowe przypadki, jak nasz.

W komentarzach pod tekstami o perowskitach pojawiały się gorzkie słowa, że szczęśliwie prowadziła Pani badania poza granicami Polski…

… bo tu ktoś inny przypisałby sobie ten sukces. Serce mi się łamało, gdy to czytałam. W Walencji było oczywiste, że pierwszym autorem publikacji jest ten, kto się najbardziej naharował; w Polsce zaś powszechnie akceptowane jest to, że wszyscy pracują na konto osoby z najwyższym tytułem czy wiekiem. Nigdzie na świecie nie spotkałam się z dyskryminacją ze względu na płeć czy wiek; w Polsce jestem „dziewczynką, której się udało”. W systemie feudalnym nie ma szans na rozwój innowacji, nawet największy zapał i entuzjazm prędzej czy później rozbije się o tę feudalną ścianę. Dlaczego tak trudno przebija się u nas myśl, że najlepszą rekomendacją dla profesora jest liczba i jakość naukowców, którzy wyszli spod jego skrzydeł?

Nie wróci Pani nigdy na polską uczelnię?

Nie, ale głęboko wierzę, że naturalnym etapem w rozwoju naszej firmy będzie utworzenie kiedyś jednostki badawczej, w której najlepsi naukowcy z całego świata będą mogli rozwijać się na partnerskich zasadach. Już dziś otrzymujemy CV z całego świata – fantastyczni ludzie są gotowi w jeden dzień spakować walizki i przylecieć do Wrocławia. Czyż nie jest to dowód na to, że nauka może i powinna być polskim znakiem rozpoznawczym na świecie?

Partnerstwo. Często używa Pani tego słowa. Dlaczego?

Brakuje nam go na wielu poziomach wspierania innowacyjności. O systemie edukacji, równającym pod sznurek i zabijającym, już od najmłodszych lat, talenty już wspominałam (i to nie chodzi tylko o szkolnictwo wyższe – ja byłam „ta inna” już od przedszkola). Ale prawdziwym wyzwaniem jest partnerstwo na etapie komercjalizacji innowacji. Naukowcy naprawdę nie są naiwni – choć nie kończyliśmy ekonomii, potrafimy z grubsza oszacować, czy inwestor właściwie ocenia naszą rolę w przedsięwzięciu. Ja miałam ogromne szczęście trafić na inwestorów, którym ufam bezgranicznie, ale wiem, że nie jest to reguła.

A proszę pamiętać, że komercjalizacja dla naukowca nie jest oczywistym wyborem. Pieniądze są ważne, ale – dla pasjonatów – nie najważniejsze. Podobny poziom spełnienia mogłyby nam dać praca badawcza na uczelni i publikacje w prestiżowych czasopismach. Jeśli mamy to zamienić na biznes, z harówką do utraty tchu, ciągłym oddechem konkurencji na plecach, przy ogromnym stresie i ryzyku, musimy czuć, że jesteśmy partnerem. Dlatego gorący apel do inwestorów: zarabiajcie na innowacjach, ale nie zarabiajcie na naukowcach!

Ale komercjalizacja to nie tylko furtka do dużych pieniędzy. Sama Pani mówiła nieraz o dreszczach emocji, gdy wyobrażała sobie Pani możliwe praktyczne zastosowania elastycznych ogniw. Na jakim etapie są obecnie Wasze prace?

Dajemy sobie dwa lata na stworzenie prototypu linii do produkcji wielkopowierzchniowych ogniw na folii. Dzięki elastycznej formie materiału, taką folią będzie można pokryć i zamienić w ogniwo słoneczne niemal wszystko – budynki, samochody, telefony, ławki w parku. Nie działamy w próżni – to, myślę, ważna rada dla wszystkich innowatorów –jesteśmy w stałym kontakcie z potencjalnymi odbiorcami, zainteresowanymi tą technologią. Dzięki temu mamy pewność, że za dwa lata będziemy gotowi z optymalnym produktem, na który od razu będzie popyt. Redukujemy ryzyko, że coś, co nam się wydaje skończonym ideałem, rynek, z jakichś względów, odrzuci.

Wróćmy na chwilę do początków Pani pracy naukowej. Jak bardzo powszechna była wiedza o potencjalnym zastosowaniu perowskitów w fotowoltaice? Ścigała się Pani z innymi czy sama ze sobą?

Po pierwszych opracowaniach na ten temat, dużo osób zaczęło się interesować perowskitami. Miałam przeczucie, że albo rozpracuję je szybko, albo wcale. Już Edison mówił, że sukces to 1% natchnienia, 99% wypocenia. Chyba nigdy w życiu nie pracowałam tak intensywnie, niemalże nie śpiąc. Małego synka wysłałam do mojej mamy na miesiąc…

Trudno być matką-naukowcem?

Tak jak każdą matką, doba nie jest z gumy. Dziś jest już łatwiej, synek ma sześć lat, staramy się intensywnie wykorzystywać każdą minutę razem. Myślę, że mama z pasją jest dla dziecka swoistą atrakcją, większą niż mama, która nosi w sobie wieczny żal, że z powodu macierzyństwa musiała porzucić ważną część swojego życia… I wiem też, że on rozumie, że mam ten swój, ważny dla mnie, świat i że kiedyś będzie ze mnie dumny.

Ciężka praca w laboratorium przynosi owoce, publikacje m.in. w „Nature Photonics” i główną nagrodą w prestiżowym konkursie Komisji Europejskiej. Rozdzwaniają się telefony z całego świata, a Pani wybiera Polskę. I zaczynają się schody…

Rzeczywiście, wydawało nam się, że tak ewidentna innowacja musi spotkać się z zainteresowaniem lokalnych inwestorów. Z jakichś powodów – może nie byliśmy dobrze rozumiani, może dał o sobie znać syndrom „za młoda na sukces” – przez ponad rok bez powodzenia staraliśmy się o dofinansowanie w Polsce. Właściwie już wcześniej powinnam była przygotować się na schody. Choć o odkryciu mówił cały świat, moi wspólnicy byli jedynymi osobami z Polski, które przyjechały do Walencji porozmawiać ze mną o potencjalnej współpracy. A przecież bilet do Hiszpanii to nie majątek…

Na szczęście, ten etap zwątpienia już za nami. Otrzymaliśmy dofinansowanie z NCBiR, za które jesteśmy bardzo wdzięczni. Pozyskaliśmy także inwestora z Japonii, który jest zafascynowany nie tylko naszym odkryciem, ale i zmianami, jakie dokonały się w Polsce. Ostatni raz był u nas 40 lat temu, Okęcie przypominało garaż, a ludzie byli smutni i szarzy. Dziś, jak wielokrotnie podkreśla nasz inwestor, kipimy energią i kolorem.

Dlatego najwyższy już czas, byśmy pozbyli się kompleksów wobec świata, także tego naukowego. Inaczej zawsze już na starcie będziemy ustawiać się na przegranej pozycji. Słowa Oxford czy Stanford nas paraliżują, a paraliż uniemożliwia walkę. A nauka to jest walka.

***

Olga Malinkiewcz - fizyk, która wniosła znaczący wkład w rozwój ogniw słonecznych na bazie perowskitów, współzałożyciela Saule Sp. z o.o. Panelistka X Kongresu Obywatelskiego. X Kongres Obywatelski odbędzie się 7 listopada 2015 r. na Politechnice Warszawskiej pod hasłem "Polska jutra. Możemy być lepsi!".
Zapraszamy do rejestracji:
https://rejestracja.ibngr.pl/kongresobywatelski/

Rozmawiała Małgorzata Remisiewicz
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj